Tam gdzie lądują wszyscy, czyli Tunezja

W końcu i ja trafiłam do turystycznej mekki – do Tunezji. Przypominała mi trochę Grecję, tyle że w arabskim wydaniu. Zresztą na południu kraju można znaleźć wiele typowych arabskich miast. A na pustyni spotkasz.. opuszczone dekoracje filmowe, stada wielbłądów oraz osady wydrążone w skale. Co ciekawe, w tradycyjnej części Tunezji tzn. na południu kraju wciąż istnieje system kupowania żony, natomiast najbardziej cenioną walutą jest wielbłąd. I tak za dobrą żonę płaci się od 10 wielbłądów wzwyż, a za dobrą żonę blondynkę – nawet 2000 wielbłądów. Żeby zaimponować Polakowi, Tunezyjczyk bezbłędnie wyrecytuje „chrząszcz brzmi w trzcinie”. Jeśli chcesz coś zakupić w Tunezji, to przygotuj się na ostrą walkę i nie rezygnuj, ponieważ zdarza się, że wywołana cena jest stokrotnością tej właściwej. Warto jednak się potargować, zresztą dla Tunezyjczyków jest to dobra zabawa. Ponoć Polacy są w tym nienajgorsi.

Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu. TrackBack URI

Leave a Reply